Blog > Komentarze do wpisu

o Kapuścińskim

Nadrabiam zaległości. Niedawno skończyłem „Kapuścińskiego non-fiction” Artura Domosławskiego. To lektura wyjątkowa.  Czytaniu towarzyszą różne, często ambiwalentne uczucia.

Po pierwsze jakieś rozczarowanie. Trochę boli, gdy dowiadujemy się z tej biografii, że Kapuściński czasami konfabulował, np. w moim ukochanym „Cesarzu” trochę wydarzeń wymyślił lub zawierzył plotkom.  Obrońcy reportera powiedzieliby mi, że jestem naiwnym czytelnikiem, bo przecież Kapuścińskiego nie można czytac jak dosłownej literatury faktu, czepiac się szczegółów, ważna jest idea, istota rzeczy, opisywany problem  a nie czy piesek Lulu sikał czy nie na buty poddanych cesarza; Kapuściński wykracza przecież poza pojęcie reportera.  Ja jednak, naiwny, wciąż czuję pewien zawód. Ciekawa była debata na temat książki, która toczyła się m.in. na łamach „Gazety Wyborczej”. Już wtedy bliższe mi były opinie Adama Leszczyńskiego, Wojciecha Jagielskiego, Romana Kurkiewicza czy Andrzeja Stasiuka.

Drugie uczucie to zachwyt. Nad ogromem wykonanej przez Domosławskiego pracy, zebranym materiałem, narracją, która wciąga jak dobra powieśc. I co najważniejsze – nad samym Kapuścińskim Domosławskiego.  Bo  wbrew pewnemu obnażeniu pisarstwa Kapuścińskiego,  wbrew oburzeniu  bezkrytycznych obrońców „ genialnego reportera”,  Domosławski  „stworzył” wielką postac Kapuścińskiego.  Wielką, bo w jakimś sensie tragiczną, bardzo ludzką, wielowymiarową  – z kompleksami, sprzecznościami,  grzechami,  dramatami codzienności. Dzięki temu czytelnik nie tylko poznaje w pełni  Kapuścińskiego, nie tylko potrafi go zrozumieć czy wybaczyć mu niedoskonałości, ale na nowo, o wiele mądrzejszy,  go decenic.  

Mnie dodatkowo Domosławski nakłonił do ponownej, bardziej świadomej lektury dzieł Kapuścińskiego.

sobota, 18 lutego 2012, peppes1

Polecane wpisy