Blog > Komentarze do wpisu

O makowcach

Dom na przedmieściu. On w korporacji, ona też, dwóch synów - 8 i 10 lat. Wiodą sobie spokojne, bez fajerwerków życie.

Przed świętami Bożego Narodzenia on wybiera się z mlodszym synem na bazar. Tam zauważa dziewczynę, która sprzedaje makowce. Bardzo ładna, skromnie, żeby nie powiedzieć ubogo, ubrana. Stolik na makowce też biedny. On kupuje u niej makowce. Wymiana spojrzeń. Ona jest uśmiechnięta, wdzięczna. On wraca do domu. Żonie makowce nie smakują.

Za jakiś czas on znów na bazarze. Znów kupuje makowce, teraz więcej. Żona zdziwiona, on twierdzi, że makowce mu bardzo smakują. Dziewczyna na bazarze szczęsliwa, makowce dobrze się sprzedają. Sytuacja się co parę tygodni się powtarza.  

On z synem znów na bazarze. Kupuje makowce, pogadanka, wstydliwy flirt, celowo nie zabiera reszty i odchodzi. Ona go woła, on jej nie słyszy. Ona idzie za nim, przeciskając się przez tłum. On po chwilowym wahaniu wyrzuca kilka makowców do kontenera na śmieci. Ona to widzi. Rozpacz. On ją zauważa, chce ją przeprosić, biegnie do niej. Ona ucieka w tłum. On przypomina sobie o synu. Wsiadają do samochodu.

Ubogie mieszkanie, cisza, przewrócony taboret, w powietrzu dyndają nogi dziewczyny.

Ona wraca po kilku dniach na bazar, dziewczyny nie ma, stoi pusty stolik, on szuka dziewczyny. Nikt nie wie lub nie chce mu powiedzieć, gdzie ona jest, gdzie mieszka.

Potem, za każdym razem, gdy jest na bazarze, idzie do miejsca, gdzie kiedys stała dziewczyna z makowcami, pyta. Bez skutku. Raz nawet przyjeżdża póznym popołudniem, gdy bazar jest pusty. Przez okno samochodu patrzy na stolik, na którym kiedyś leżały makowce. Zamyśla się, głaszcze syna po głowie, odjeżdża.

 

 

czwartek, 01 marca 2012, peppes1

Polecane wpisy